Hiszpania

Święta góra – Montserrat

Montserrat. Jedno z najważniejszych miejsc pielgrzymkowych w Hiszpanii i jeden z ważniejszych ośrodków kultury katalońskiej. Montserrat to masyw górski z najwyższym szczytem (Sant Jeroni) o wysokości 1237 m. n.p.m.

Dziś mieści się tu klasztor benedyktynów (Opactwo Matki Bożej), gdzie znajduje się La Moreneta (Czarna Madonna), muzeum Montserrat, hotele, restauracje i cały wachlarz szlaków, po których poranne spacery zaliczyć można do kategorii „wędrówek magicznych”.

Dojazd z Barcelony

Odległość z Barcelony do Montserrat wynosi około 40 kilometrów. Dotrzeć można na kilka sposobów:

  1. autem (ale na samą górę wjechać można tylko ze specjalnym pozwoleniem)
  2. pociągiem

Pociąg z Barcelony (linia R5) rusza z Plaça Espanya. Znajduje się w podziemiach – bezpośrednie przejście z metra na peron kolejowy. Cena za przejazd w granicach 13 – 22 euro. Jadąc z Barcelony płaciłam 22 euro, wracając 13, a wykupiłam ten sam bilet: połączony pociąg z Aeri (czyli kolejką na samą górę). Skąd różnica? Nie rozgryzłam.

Pociągi w Hiszpanii są przyjemne. Czas jazdy z Barcelony do Montserrat to około 90 minut. Mija jak z bicza strzelił. Wysiadka na przystanku „Montserrat Aeri”.

Po dotarciu na stację przejść należy przez krótki, podziemny tunel pod torami i docieramy do kolejki linowej.

Kolej linowa – Kurczaczek

Po angielsku Cable Cab, po hiszpańsku Montserrat Aeri, po mojemu Kurczaczek.

Kolej zębata – zielony brzuszek

Lub szynowa, naziemna – różnie ją ludzie nazywają. Fachowo: Cramallera de Montserrat. Startuje ze stacji kolejowej Monistrol Montserrat i ma zielony brzuszek!

Dwudniowy pobyt na górze

Jednodniowa wycieczka na Montserrat jest całkowicie do zrobienia, ale przy takim ograniczeniu czasowym gubi się wiele istotnych elementów. Jednymi z ważniejszych (w moim mniemaniu) są: poranny spacer jednym z ukrytych przed ludźmi szlaków oraz cisza i spokój wyłaniające się spod rzeki turystów, tuż po godzinie zamknięcia kolejek dojazdowych. Dla tych dwóch rzeczy ZDECYDOWANIE warto zapłacić kilkadziesiąt złotych za nocleg w którymś z hoteli, i podarować sobie tę chwilę błogiego zapomnienia. A także możliwość zapolowania na piękny wschód słońca… Przynajmniej tak mówią.


Nieudany wschód słońca

Nie dlatego, że nie lubię wpatrywać się z rozrzewnieniem we wstające słońce, lecz dlatego że wstające słońce nie lubi gapić się na mnie. Za każdym razem, gdy już zwlekę się z kanapy i wlezę o świcie na jakąś górę, słońce chowa się za grubą warstwą chmur, mgieł, czy co tam jeszcze można wymyślić. Ignoruje moje pragnienie uraczenia się tym pięknem. Tak było na Masadzie w Izraelu, tak było i na Montserrat.

Ale brak pięknego wschodu słońca został mi wynagrodzony absolutnie przepięknym spacerem do kaplicy Santa Cova!

Poranek na Santa Cova

to pomysł najlepszy z możliwych. Na szlaku – żadnej żywej duszy (jeśli nie liczyć ćwierkających ptaków), widoki zapierające dech w piersi, zwłaszcza gdy słońce już nieco wzejdzie, wychyli łeb zza chmur i opromieni całą ścianę góry, w której wyryta jest droga do Santa Cova. O tej porze turystyka na Montserrat nie istnieje, a sama góra jest po prostu czarująco zadumana!

Droga do Santa Cova (piesza!) zajmuje 40 minut. Jest łagodna, nawet zasiedziali za biurkiem odnajdą w tym spacerze przyjemność.

Ja wyszłam na spacer o 8:30, gdy kolejki dojazdowe na górę jeszcze nie kursowały. Gdy wracałam – pierwsi turyści (najczęściej z Chin lub Japonii) już pstrykali pierwsze zdjęcia.

Opactwo Matki Bożej na Montserrat

Najważniejszy budynek na górze, opactwo benedyktynów. Wnętrze opactwa robi wrażenie, choć mój prawdziwy zachwyt wzbudził dziedziniec bazyliki i fasada.

To tutaj mieszka sobie Czarna Madonna.

Czarna Madonna

Inaczej La Moreneta – Czarnulka, pochodząca z XII wieku i będącą od 1881 roku patronką Katalonii. Ten stosunkowo niewielki posążek, mający 95 cm wysokości, umieszczony jest na stałe w bazylice, tuż nad głównym ołtarzem. Droga do niego przypomina nieco drogę do obrazu Matki Boskiej Ostrobramskiej w Wilnie.

Tłum ludzi przemieszcza się powoli w szeregu, nawą bazyliki, a następnie schodami. Cały posąg (Maryja wraz z małym Jezusem) umieszczony jest za szybą, jednak z niewielkiego otworu wyłania się trzymana przez Maryję kula ziemska – symbol miłości do całego świata. Pielgrzymi dotykają tej kuli, wierząc że dzięki temu spłynął na nich łaski. Niektórzy całują szybę, inni tylko jej dotykają.

Muzeum Montserrat

Jest. Można zajrzeć. Ale nie byłam osobiście, więc czy warto – nie odpowiem. Podobno trzymają tam obrazy El Greco, Dalego i Picassa. Ja wybrałam większą ilość spacerów kosztem tego muzeum.

Cena wstępu: 7 euro za dorosłą osobę (stan na 10.2018).

Groty pustelników

znajdują się jeszcze wyżej, ponad klasztorem Montserrat. Do grot prowadzi „zielony brzuszek” – kolejka szynowa (Funicular de Sant Joan. Cena: 13 euro/os. w obie strony). Wjazd zajmuje kilka minut i jest przyjemnym doświadczeniem.

Wjechałam tutaj po spacerze do Santa Cova i wymeldowaniu się z hotelu. Z całym dobytkiem na plecach pomaszerowałam ścieżkami, kamienistymi dróżkami, wąskimi przejściami. Nie miałam zbyt wiele czasu, gdyż czekał mnie powrót do Barcelony, gdzie byłam już umówiona. Nie miałam też szczegółowego planu wędrówki po szczycie Montserrat. Kierowałam się luźną zasadą „na zakręcie zdecyduję co dalej”.

Polecam gorąco ten dodatkowy wjazd (choć nie każdemu przyjdzie lekko wysunięcie z portfela dodatkowych 13 euro). Ale jest to akceptowalna cena za widoki, które rozpościerają się ze szczytu – cud, miód i orzeszki!

Podsumowanie: czy jechać? Jechać!

Planując wypad do Barcelony nie brałam pod uwagę wycieczki na Montserrat. Zmieniłam zdanie pod wpływem artykułu na jakimś blogu – przekonał mnie opis i fotografia pięknego wschodu słońca. Koniec końców ten element wycieczki wyszedł mi najmniej, lecz jego miejsce zajęły czarujące, orzeźwiające i niezapomniane widoki oraz poranny spacer – nie do zapomnienia!

Wasza EP Journey

One Comment

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *