Recenzja

„Melodia mgieł dziennych” – Marta Bijan

Fot. Wydawnictwo MOVA
Fot. Wydawnictwo MOVA

Każdy z nas w pewnym momencie życia (najczęściej w wieku nastoletnim i na granicy dorosłości) marzy o tym, by wyjść na przysłowiową scenę i olśnić, porwać wielotysięczny tłum. Jak wielu z nas zdaje sobie jednak sprawę, że za blaskiem jest cień, a w cieniu czają się tajemnice, które nie mają prawa głosu na tych wielkich, migocących sławą igrzyskach? Często mrocznych igrzyskach…

W Melodii mgieł dziennych, swojej debiutanckiej prozie, Marta Bijan zabiera nas w podróż po niespełnionych marzeniach, przegranych sprawach, konsekwencjach niewłaściwych wyborów. Ukazuje nam świat pod ostrzałem fleszy – spełnienie marzeń wielu, osiągnięte przez tak niewielu – gdzie w pełnym blasku pozują i przywdziewają maski mistrzowie gry i pozorów. Za nimi zaś, w zakulisowym mroku czają się scenarzyści i reżyserowie tych spektakli, owiani aurą gorzkiego niespełnienia.

Tak wygląda obraz przedstawiający Melodię i ES – dziewczynę okrzykniętą legendą polskiej sceny muzycznej oraz jej menadżerkę. Losy obu kobiet przeplatają się ciasno ze sobą: jedna bez drugiej utknęłaby na brzegu swoich marzeń i… nie doświadczyłaby mroku spełnienia. Nawzajem się wspierają, nawzajem sobie szkodzą. Jedna drugą wypycha z niewidzialności i jedna drugą niszczy.

Melodia mgieł dziennych to około stuczterdziestostronicowa historia o nieskomplikowanej fabule, której chaotyczne i niechronologiczne rozłożenie wymaga podwójnego skupienia. Największą zaletą opowieści jest niezwykle dopracowany (zarówno przez autorkę, jak i redakcję), głęboko przemyślany i ujmujący język. Kolejnych zdań nie czyta się, lecz spija z zadowoleniem. Niezwykle poetycki język nie pozwala przemykać wzrokiem po tekście, lecz zachęca do niespiesznego delektowania się każdym dopasowanym słowem. Już wraz z pierwszymi akapitami wiemy, że próżno tu wyczekiwać happy endu, że to nie taka historia. Z każdego rozdziału wypływa mrok. Psychodeliczny mrok, rozświetlający się w wyobraźni migotaniem jaskrawych świateł, wwiercający się w umysł ostrą muzyką i narkotyczną niemocą. A pod tym wszystkim – tragedia. Zewnętrzna i wewnętrzna. Efekt wieloletniej ciszy i odwracania wzroku.

Melodia mgieł dziennych to nie jest książka do obiadu, do poduszki, do tramwaju. To opowieść trudna, wymagająca emocjonalnie i nie zaszczepiająca w człowieku większej nadziei. Nie znajdziemy jej ani na początku powieści, ani tym bardziej na końcu. Ale to, co smakuje w niej najbardziej, to magii pięknego języka.

 

Opis (za Wydawnictwo MOVA):
Świat muzyki, sztuki i uzależnień na tle hipnotyzującej Warszawy pełnej dźwięków. Es ma trzydzieści dwa lata i jest menadżerką młodszej od siebie Melodii – najpopularniejszej wokalistki w kraju. Ich z pozoru niewinne spotkanie na parkingu wytwórni muzycznej wywołuje lawinę zdarzeń i zamienia się w niepokojącą relację, która nieuchronnie zmierza do mrocznego finału. Gorzka powieść wywołująca niemal namacalne uczucie dyskomfortu. To historia o marzeniach, które okazały się być początkiem drogi do samego piekła.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *