Izrael,  Podróże

Jerozolimskie opowieści

Po kilkudniowym pobycie w zliberalizowanym i bliżej europejskim niż bliskowschodnim Tel Avivie, Jerozolima wita nas dając wyraźnie do zrozumienia, że rządzi się innymi prawami niż jej kolega znad morza Śródziemnego.

Po więcej informacji na temat Tel Avivu i obrośniętej legendami odprawy na lotnisku, zapraszam do wpisu Tel Aviv bez pośpiechu.

Przejazd do Jerozolimy
Z lotniska Ben Gurion jeżdżą do Jerozolimy autobusy oraz tzw. sheruty (czyli wieloosobowe taksówki – takie na 9 osób – które odjeżdżają, gdy wszystkie miejsca są zajęte. Koszt rozkłada się na wszystkich pasażerów). W przypadku przejazdu z samego Tel Avivu do Jerozolimy, polecam autobus nr 480, który odjeżdża z parkingu przy stacji Savidor Center i zatrzymuje się na dworcu autobusowym w centrum Jerozolimy (niedaleko Jaffa Road). Cena w lutym 2018: 16 NIS w jedną stronę. Trzeba zaczekać w długaśnej kolejce, ale autobus odjeżdża co 20 minut, więc schodzi szybko. Przejazd do Jerozolimy zajmuje niecałą godzinę. Idzie się zdrzemnąć, ale zdecydowanie nie wyspać! Poza tym naczelna zasada podróżnicza mówi „Nie spać! Zwiedzać!”. Nawet jak to zwiedzanie równa się siedzeniu w autobusie i badaniu krajobrazu za oknem!

Stare Miasto
Stare Miasto w Jerozolimie już zawsze kojarzyć mi się będzie z lekko mrocznymi i lekko wilgotnymi uliczkami, głosem muezzina roznoszącym się o wyznaczonych porach po mieście i ortodoksyjnymi Żydami uprawiającymi biego-chód do Ściany Płaczu. Kamienne uliczki, wąskie, schodzone, ocienione, pełne są sklepików (skierowanych głównie do turystów), w których można przyprawić swój portfel o zawrót kieszonki. Korale, ceramika, torby, drewniane pudełeczka, damskie chustki, kolorowe kamienie, szkło, świeżo wyciskane soki, suszone owoce, słodkie przysmaki. Samo posnucie się, bez kupowania, to raj dla ciekawskiego obserwatora.

Na pewno nie raz usłyszycie podczas wycieczki, że gdzieś tam w jakiejś dzielnicy na Starym Mieście należy uważać, a bo niebezpiecznie, a bo będą zaczepiać. Mimo to turyści z całego świata walą drzwiami i oknami do wszystkich dzielnic i spędzają miło czas. Kupują falafele w dzielnicy arabskiej, spacerują po dzielnicy żydowskiej. Nie ma się czego bać i najlepiej jest przekonać się o tym na własnej skórze.
Na Starym Mieście i w jego okolicach, zwłaszcza w godzinach porannych, dostrzec można ortodoksyjnych Żydów (w większości mężczyzn), którzy pół idąc, pół biegnąć, ze słuchawkami w uszach (Tora w formie audiobooka?), zmierzają ku Ścianie Płaczu, gdzie modlitwą rozpoczynają dzień.

Ściana Płaczu
Czyli pozostałość po Świątyni Jerozolimskiej, zburzonej przez Rzymian w 70 roku n.e. Dziś jest to najświętsze miejsce dla wyznawców judaizmu. Pomiędzy szczelinami kamieni, z których składa się mur, znaleźć można kartki z prośbami skierowanymi do Boga. Obszar przy Ścianie Płaczu podzielony jest na dwie strefy: męską i żeńską. Strefa żeńska jest sporo mniejsza i otwarta (choć wstęp mają tam tylko kobiety), natomiast męska – większa – jest ogrodzona parkanem. Według tradycji, po odbytej modlitwie od Ściany odchodzi się tyłem (nie wolno odwrócić się do muru plecami). Podejście do Ściany (zwłaszcza w mniejszej strefie dla kobiet) wiąże się z koniecznością poczekania na swoją kolej – po prostu jest za mało miejsca, by pomieścić wszystkie panie na raz.

Warto udać się pod Ścianę o poranku, gdy cisza snuje się po Starym Mieście, gdy pod murem stoją wyłącznie modlący się (turyści jeszcze smacznie śpią) i gdzie pusty plac, skąpany w we wschodzącym słońcu to raj dla każdego fotografa.
Wejście na plac przed Ścianą Płaczu oraz podejście pod samą Ścianę jest bezpłatne.

Kopuła na Skale
Znajduje się po drugiej stronie Ściany Płaczu i wstęp do niej jest zabroniony dla wyznawców innych religii poza muzułmańską. Ale można na spokojnie zwiedzić nieoblegany plac dookoła Kopuły (który szczególnie o poranku prezentuje się bardzo fotogenicznie). Wejście jest bezpłatne.

Czy trzeba okrywać głowę chustą?
Pytanie które usłyszałam kilkakrotnie ze strony swoich koleżanek, gdy opowiadałam o podróży do Izraela. Odpowiedź brzmi: nie, nie trzeba. Tel Aviv jest bardzo europejski. Dziewczyny chodzą tam z gołymi nogami, biegają w obcisłych legginsach, świecą gołymi ramionami i dekoltami. Nic niezwykłego. W Jerozolimie jest bardziej konserwatywnie, choć bez przesady. Kobiety noszą sukienki/spódnice zazwyczaj do kolan lub za kolana. Ciekawa obserwacja dotyczy mundurków szkolnych dla dziewcząt: spódnice rozkloszowane i sięgające połowy łydki, koszule zapięte pod szyją, krawaty i długie, workowate swetry. Idea jest taka, aby strój nie podkreślał kobiecych kształtów, tylko je maskował.

Turystki nie muszą się kłopotać posiadaniem chustki okrywającej włosy, nawet wchodząc do kościoła (chyba, że uznają za stosowne – ich własna decyzja). Chodząc zarówno po dzielnicy arabskiej, będąc zagubioną na dość zislamizowanej Górze Oliwnej, czy spacerując po dzielnicy żydowskiej (lub dotykając Ściany Płaczu w otoczeniu modlących się żydowskich kobiet), nie miałam na głowie chustki i widziałam mnóstwo innych, przyjezdnych pań, które takowej nie miały. Nikt nie zwrócił mi uwagi, nikt mi złego spojrzenia nie posłał.

Góra Oliwna
Ktoś Was może przekonywać, że wejście na Górę Oliwną to chwila-minutka, żabi skok, nawet się nie obejrzycie. Odradzam. Z dzielnicy arabskiej odjeżdża autobus, który zawozi na sam szczyt Góry. Dzięki temu oszczędzacie niezbędną energię, którą warto przeznaczyć na nieskończone wizyty w nieskończonej ilości kościołów, które na Górze bujnie kwitną.
Znalezienie tego autobusu nie było łatwe, więc załączam „mapę skarbu” – czyli jak do autobusu trafić. Razem z towarzyszką podróży miałyśmy fart – kierowca machnął na nas ręką i nie pobrał od nas opłaty. Powód nie jest mi znany, ale ponieważ byłyśmy jedynymi turystkami w autobusie, do głowy przychodzi mi kilka mało znaczących pomysłów.

Kościół Pater Noster
Wedle tradycji zbudowany na miejscu, gdzie Jezus nauczał uczniów modlitwy „Ojcze Nasz”. W kościele znajdują się wbudowane płytki z tą modlitwą w około 130 językach. Także po polsku. Wejście niestety płatne.

Kościół Dominus Flevit
Z terenów okalających ten kościół roznosi się przepiękny widok na Stare Miasto – polecam zwłaszcza o zachodzie słońca, gdy pogoda dopisuje!

Bazylika Konania/Kościół Wszystkich Narodów (Church of All Nations)
Nie byłam w środku, bo trafiłam tam już po godzinie otwarcia (około 17:00), ale z zewnątrz prezentuje się tak, że grzechem byłoby przejść obok obojętnie.

Ogrójec/Ogród Oliwny (Getsemeni)
Miejsce, w którym wedle tradycji Jezus modlił się wraz z Apostołami w wieczór przed swoim pojmaniem. Znajduje się tuż przy Bazylice Konania. Zamykają o 17:00!

Kościół Grobu Najświętszej Marii Panny (Tomb of the Virgin Mary)
Miejsce, które mnie zupełnie zaskoczyło. Z zewnątrz kościół wygląda jak skromne wejście do nieco bardziej rozbudowanych piwnic, jakieś piwnicznej krypty. Po przekroczeniu bramy oczom ukazuje się szeroki i wysoki tunel ciągnący się w dół, z sufitem okadzonym dymem, z dziesiątkami zwisających lamp. W dół prowadzi kilkadziesiąt schodzonych i wysłużonych stopni. Na końcu obrazy pokrywające szare ściany, ołtarz, więcej lamp. Miejsce, które zaskoczy każdego!

Via Dolorosa
Po zejściu z Góry Oliwnej i przekroczeniu „Lion’s Gate” – czyli po polsku: bramy św. Szczepana lub Bramy Lwów – wchodzimy na teren dzielnicy muzułmańskiej i dochodzimy do via Dolorosa. Stąd rozpoczyna się symboliczna trasa Drogi Krzyżowej, którą upamiętniają tablice z poszczególnymi stacjami, wmurowane w ściany (część z nich znajduje się w bazylice Grobu Pańskiego).

Bazylia Grobu Pańskiego
Ostatni punkt Drogi Krzyżowej. Wedle tradycji to w tym rejonie Jezus został ukrzyżowany, złożony do grobu i zmartwychwstał. W sercu bazyliki znajduje się Grobowiec Jezusa (w którym jednorazowo mieszczą się maksymalnie 3 osoby, i którego pilnuje „nadzorca ruchu” – aby przypadkiem jakaś trójka nie klęczała przed grobem zbyt długo). Kolejka niestety ciągnie się i zawija wokół grobu. Dzięki „nadzorcy ruchu” powoli się zmniejsza…
Oprócz wielkiego grobowca olbrzymią uwagę turystów przyciąga Kamień Namaszczenia, czyli prostokątny, kamienny blat znajdujący się tuż przy wejściu. Zgodnie z tradycją na nim spoczywało ciało Jezusa po zdjęciu krzyża. W tym miejscu dochodzi do zastanawiających sytuacji…
Będąc tam dwukrotnie, raz w godzinach późno popołudniowych, byłam świadkiem wizyty grupy starszych pań z niezidentyfikowanego regionu świata, które otoczywszy na klęczkach Kamień Namaszczenia, wyciągały (z nieokiełznaną pasją w oczach i ruchach) wszystko co znalazły w plastikowych siatkach i pocierały o sam kamień. Sama idea dotykania Kamienia różnymi przedmiotami nie jest niczym niezwykłym – ludzie pocierają osobiste przedmioty jak różańce, biżuterię, chustki do włosów. Ja jednak byłam świadkiem hurtowego nacierania, którego nie uniknęły nawet mało przekonujące duchowo, zużyte chusteczki higieniczne…

Garden Tomb
Domniemanych grobów Jezusa jest w Jerozolimie dużo – bo aż dwa. Przynajmniej tylu doliczyłam się ja. Oprócz oficjalnego grobu w Bazylice jest także tzw. Grób w Ogrodzie, znajdujący się w Ogrodzie w dzielnicy muzułmańskiej. Miejscem tym opiekuje się Stowarzyszenie Grobu w Ogrodzie założone w Anglii w 1893 roku (pewnie dlatego pani wręczająca informatory przy wejściu przemawiała czystą angielszczyzną). Wielu protestantów i anglikanów wierzy, że to właśnie w tym miejscu znajduje się prawdziwy grób Jezusa.
Warto tam zajrzeć choćby przez wzgląd na spokój, ciszę i przyjemną atmosferę. Drzewa, krzewy – wszystko elegancko zadbane. Miła odmiana po długim spacerze przez zatłoczone uliczki Starego Miasta i zakurzoną, suchą i równie tłoczną dzielnicę muzułmańską.
Wejście bezpłatne – Ogród utrzymywany jest z darowizn, dlatego warto jednak wrzucić monetkę.

Właściciel sklepu z kawą w dzielnicy muzułmańskiej
Ktoś, kto zasiada na kanapie przez telewizorem i słucha wyłącznie gadających głów wysnuwających osądy, powie, że wchodząc w dzielnicę muzułmańską nie tylko narażam się na zaczepki, ale jeszcze nikt mi tam nie pomoże!
Pragnę rozwiać te osądy kanapowe, gdyż to na terenie dzielnicy muzułmańskiej najpierw drogę wskazywała nam muzułmańska kobieta (która pomimo nieznajomości angielskiego robiła co mogła by pomóc), a potem właściciel sklepu z kawą, który widząc dwie zbłąkane turystki podróżujące palcami po mapie, wyszedł i rzucił z uśmiechem „Are you lost? Let me help!”. Nie tylko wskazał nam drogę, nie tylko był serdeczny i pomocny, ale jeszcze na widok naszej niezbyt precyzyjnej mapy (a mówiąc mniej oględnie to nasza hostelowa mapa była po prostu shity), udał się na zaplecze i wręczył nam własną. Na koniec życzył udanej wycieczki!
Nie mam zamiaru tworzyć tu polemik i dywagacji polityczno-społecznych. Pragnę tylko uświadomić przyszłym gościom Jerozolimy, że jeśli zapragną dostać się na Górę Oliwną na pokładzie arabskiego autobusu, czy udać do Grobu w Ogrodzie umieszczonego w samym sercu dzielnicy muzułmańskiej – to żeby bez żadnych skrupułów się na to zdecydowali. I cieszyli podróżą.

Brama Damasceńska
Jak już mowa o terenach zamieszkałych w większości przez muzułmanów, to warto wspomnieć o okolicy Bramy Damasceńskiej. Różne chodzą historie o drodze za bramą i przed bramą, historie mniej lub bardziej z krypty, ale jak zwykle podsycane są emocjami i osądami kanapowymi. Razem z towarzyszką podróży przeszłyśmy całą drogę nie niepokojone nawet raz, zjadłyśmy tam falafela, nakupowałyśmy sobie słodkości, a na końcu usiadłyśmy na kamiennych schodach tuż przed bramą i w otoczeniu ukrytych pod chustkami dziewczęcych głów, delektowałyśmy się arabskimi cukierkami i prażyłyśmy buzie w słońcu.
Pamiętajcie tylko, żeby tam – jak w każdym zatłoczonym miejscu – pilnować toreb i plecaków. Złodziejaszkowie nie śpią nawet w świętych miastach.

Hot Sabadah
Przy innej bramie – Bramie Jafskiej – można spróbować czegoś, co nazywa się hot sabadah (albo jest to zbliżona nazwa, bo moja pamięć niestety lubi płatać figle). Jest to coś w rodzaju budyniu, tylko rzadszego, podawanego w kubeczku jak gorącą czekoladę, z dodatkiem cynamonu, wiórków kokosowych lub rodzynek – do wyboru. Kosztuje kilka szekli, a miło rozgrzewa w chłodny wieczór. Smak jest unikatowy, choć zbliżony do budyniu waniliowego. Sprzedaje to pan w kramie wolnostojącym. Warto spróbować!
A jak już jesteśmy przy jedzeniu, to z innych smakołyków wartych przetestowania: izraelska szakszuka, hummus, suszone owoce, zdecydowanie oliwki, które zostawiają daleko w tyle oliwki serwowane w Polsce, falafel (tylko ten w Jerozolimie mi smakował. Falafel jedzony w Polsce wspominam ze skrzywieniem).

Grób Schindlera i polscy żołnierze
Grób Oskara Schindlera znajduje się na katolickim cmentarzu na Górze Syjon. Grób jest prosty i nie wyróżniałby się niczym, gdyby nie dziesiątki małych kamyczków, które go pokrywają. Zgodnie z żydowską tradycją to właśnie małe kamienie są składane na grobach zmarłych – tak jak my składamy kwiatki i znicze. Grób Oskara jednak trudno dostrzec, na szczęście mi się udało z pomocą pracownika cmentarza, który od razu wiedział do kogo przyszłam. Również na bramie wejściowej cmentarza jedyny napis, który rzuca się w oczy to „Oskar Schindler’s tomb”. I wszystko jasne.
Dla nas, Polaków, opowieść o grobie Schindlera może być interesująca i zaskakująca z innego powodu. Otóż to właśnie na tym cmentarzu, dosłownie obok samego Schindlera, spoczywa kilkudziesięciu Polaków (żołnierze armii Andersa), mężczyźni i kobiety, przedstawiciele różnych zawodów, w wieku od kilkunastu do kilkudziesięciu lat, którzy zmarli w czasie II wojny światowej i tuż po niej. Ich groby opisane są w języku polskich, nierzadko opatrzone biało-czerwoną opaską lub wstęgą i kwiatami. Informację o Polakach można też znaleźć na polskojęzycznym obelisku, który stoi w samym środku „polskiej kwatery”.

Yad Vashem
Czyli Muzeum Pamięci Holokaustu. Nie udało mi się dotrzeć do Yad Vashem ze względu na brak czasu, czego niezmiernie żałuję, bo słyszałam o tym muzeum same pozytywne opinie. Słyszałam też, że przeznaczenie na nie kilku godzin to marnotrawstwo, że jeden dzień to już znacznie lepszy wynik.
Strona Muzeum Yad Vashem

Jaffa Road
Jedna z głównych ulic Jerozolimy, znajdująca się poza murami Starego Miasta, przy której zlokalizowanych jest wiele restauracji i knajpek, sklepów, hosteli i różnych innych dziwności. Ulicą Jaffa Road można dojść z głównego przystanku autobusowego aż do Starego Miasta. Ja nocowałam w hostelu Jerusalem przy Jaffa Road 44 (gorąco polecam. Jest zniżka dla osób, które wcześniej nocowały w Old Jaffa Hostel w Tel Avivie i dokonały rezerwacji poza stroną booking.com – warto o tym pamiętać!).

Od Jaffy odchodzą liczne małe uliczki i zaułki, w których poukrywane są klimatyczne kawiarenki i restauracje. Swój pierwszy posiłek zjadłam w tradycyjnej etiopskiej restauracji, gdzie wielki placek z surówkami wciągnęłam bez wykorzystania sztućców. Za to powitalną kawę (promocja hostelowa) wypiłam w Tsmol Shilshom, kawiarence do której prowadził mały labirynt uliczek. Ale polecam się w ten labirynt zapuścić, bo na jego końcu czeka najpyszniejsze brownie pod słońcem!

Tym smacznym akcentem kończymy jerozolimskie opowieści, ale to nie koniec wojaży po bliskowschodnich traktach. Czeka nas jeszcze wejście o świcie na historyczną Masadę, kąpiel w Morzu Martwym i pouczająca wycieczka do Betlejem!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *