Izrael

Tel Aviv bez pośpiechu

O podróży do Izraela specjalnie nie marzyłam, ale gdy w oko wpadły mi tanie loty – nagle stało się jasne, że po prostu trzeba tam pojechać. Spontaniczność bywa wskazana, a moją lutową podróż do Izraela będę wspominać jako wyjątkowo dobry kawałek spontaniczności.
Wyjazd ten wspominać będę też jako otwarcie oczu na sprawy, które widziane przez soczewkę mediów są diametralnie inne. Mediów polskich, mediów zagranicznych… Podczas wyjazdu dostrzegłam jak naprawdę wygląda świat Izraela i jak niewiele ma to wspólnego z opowieściami krążącymi po gazetach, internetach, telewizjach, czy w gadaniu osób, które nigdy tam nie były. I od razu dodam: mnóstwo rzeczy mnie urzekło, ale były też takie, które nie zachwyciły.
Jedynym sposobem na poznanie prawdy jest podróż, połączona z uważną obserwacją – niekoniecznie hotelowego basenu.

Loty i odprawa na lotnisku

Zacznijmy od rzeczy najprostszej, a zarazem budzącej największe wątpliwości: loty i odprawa na lotnisku.
Przygotowując się do wyjazdu jak zwykle przegrzebałam internety. Oprócz praktycznych informacji znalazłam całe mnóstwo strachu, niechęci, wręcz agresji. Były to opowieści z krypty na temat odprawy i zadawanych wtedy pytań, niechęci przesłuchujących, kolejek, czasu oczekiwania, dziwnych sytuacji, gdy przetrzymują na lotnisku godzinami. I tak dalej, i tak dalej.
Jedynym sposobem, aby przekonać się, gdzie leży prawda i wyrobić sobie na ten temat opinię było przeżycie tego na własnej skórze i uważna obserwacja całego procesu. I tak doszłam do wniosku, że sprawa jest dla mnie całkiem przejrzysta.

Zacznijmy od początku. Na lotnisku pracują głównie młodzi ludzie, świeżo po odbyciu służby wojskowej (w Izraelu służba wojskowa jest obowiązkowa, dla mężczyzn i dla kobiet). Są uprzejmi i spokojni, ale w żadnym razie nie wylewni. Większość z nich ma skupiony wyraz twarzy, bez cienia uśmiechu. Ich zadaniem jest uważne sprawdzenie każdego przyjeżdżającego i wyjeżdżającego (bez znaczenia czy to turysta, czy mieszkaniec Izraela, czy ortodoksyjny Żyd, czy Amerykanin, czy whatever). Każdy bez wyjątku poddawany jest tej samej procedurze sprawdzającej. Jest jednak jeden wyjątek od tej procedury i dotyczy przybyszów z państw arabskich oraz Palestyńczyków. Takie osoby są zatrzymywane na dłużej, ich bagaże są przeglądane skrupulatniej, stosunek obsługi lotniska Ben Gurion do takich osób był oczywisty. Ale stosunek ten na lotnisku nie był niczym wyjątkowym. Z taką samą skrupulatnością względem osób z krajów arabskich, wyznawców islamu, czy Palestyńczyków spotykałam się na ulicach Jerozolimy (o przekraczaniu granicy Izraela i Autonomii Palestyńskiej opowiem dłużej we wpisie dotyczącym wizyty w Betlejem).

Podczas swoich lotniskowych obserwacji zauważyłam, że wszystkie osoby podchodzące do odprawy ze stoickim spokojem, będące zaznajomione z regułami jakimi rządzi się Izrael, przygotowane na każdą ewentualność, nie miały najmniejszego problemu z odprawą. Większość tych osób była wyluzowana, wyrozumiała i uśmiechnięta. Jakby podchodzili do całego procesu po raz enty. Nie były zaskoczone dokładnością podczas przeglądania bagażu, czy pytaniami, które zadawano (powszechnie wiadomo, że „czyste paszporty” – czyli takie bez pieczątek poświadczających obecność w krajach arabskich – mają prościej, zaś osoby z takimi pieczątkami muszą się liczyć z dodatkowymi pytaniami z kosmosu). Przykład: pieczątka turecka w paszporcie pana obok mnie przykuwa uwagę obsługi lotniska. Pan miał szansę odpowiadać na szereg pytań związanych ze swoim minionym wyjazdem do Turcji:

– gdzie pan nocował będąc w Turcji?
– z kim pan tam był?
– jak mają na imię osoby z którymi pan tam był?

Celem jest uzyskanie naturalnej i szybkiej odpowiedzi. Efekt zaskoczenia.
Nie ma się jednak czego bać. Jeśli nie przewozicie trawy, noży, broni jądrowej – wszystko będzie w porządku 🙂

Mi trafiło się lądować na lotnisku Ben Gurion w Tel Avivie po północy. Kolejki nie było prawie żadnej, a odprawiła mnie w okienku może dwudziestoletnia, śmiertelnie wynudzona dziewczyna. Pytania rzuciła w przestrzeń, błądząc niewidzącym wzrokiem po okolicy.

– gdzie będę nocować?
– czy jadę sama?
– jak długo zostaję?
– po co przyjechałam?

Wylatywałam tydzień później, około godziny 21:00. Kolejka była znacznie większa, hala odlotów zapełniona po brzegi. Młoda, znacznie energiczniejsza dziewczyna zapytała mnie o powód wizyty w Izraelu, czy przewożę coś szklanego, czy przewożę coś co dostałam od kogoś podczas pobytu, i czy sama zapakowałam sobie plecak. „Przesłuchanie” trwało nie więcej niż 2 minuty.
A później stanęłam sobie swobodnie i z rozbawieniem obserwowałam jak młody chłopak w okularach usilnie starał się wbić specjalną pałkę do sprawdzania bagażu w każdy zakamarek mojego nabitego do granic możliwości plecaka. Zmachał się biedaczysko. No, ale co ja poradzę! Zasady to zasady…ekhm.

Ani na początku swoich izraelskich wakacji, ani na końcu nie byłam zniecierpliwiona i nie wyrażałam oburzenia koniecznością odpowiadania na szereg mniej lub bardziej durnych pytań, czy pokazywania dna swojego plecaka. Co więcej, nawet gdyby kazano mi przejść do sali obok i rozebrać się tam do gaci, nie byłabym zaskoczona. Byłam w gościnie i obowiązywały mnie lokalne zasady. Nie musiały mi się podobać, ale przyjeżdżałam na własne życzenie, więc trzeba było je zaakceptować.

Puenta. Nie ma co ukrywać: większość negatywnych opinii w Internecie, z którymi zetknęłam się przed wyjazdem, to opinie osób, które oczekują w kraju docelowym zasad jakie znają ze swojego przydomowego ogródka. A podróże to nie wizytacja swojego ogródka, tylko odwiedzanie zupełnie nowych ogrodów, gdzie jest gospodarz i to on ustala zasady gry. Jeśli nie jesteśmy chętni do dostosowania się do obowiązujących reguł – nie musimy podróżować do danego kraju. Zawsze można pozostać w domku na kanapie. Wśród swoich zasad.

Dlatego jeśli marzy Wam się podróż do Izraela, ale cykacie się formalności jak właśnie rzeczone odprawy – powiadam Wam – porzućcie wszelki strach i kupujcie bilety lotnicze! Bo warto!


Dojazd z lotniska do Tel Avivu
Jeśli lądujecie za dnia, macie problem z głowy – wsiadacie w autobus lub pociąg, który wiezie Was przez 5 głównych stacji. Wysiadacie na tej, która jest najbliżej Waszego noclegu. Bilet pociągowy – 13 szekli. Do nabycia w automacie znajdującym się przy wyjściu z hali przylotów.
Gdy jednak musicie przedostać się do Tel Aviviu w nocy, warto pamiętać, że sporo autobusów nie kursuje, a te które kursują jeżdżą rzadziej. Ja wylądowałam na lotnisku po północy i zdążyłam na pociąg, który zawiózł mnie na główną stację – Tel Aviv-Savidor Center. Tam znajdują się początkowe przystanki wielu autobusów.
Moja osobista przygoda ze stacją Savidor-Center była pełna niepokoju wymieszanego ze śmiechem szaleńca. Otóż wyobraźcie sobie, że lądujecie w obcym kraju, w wielkim mieście na Bliskim Wschodzie, w głowie macie tylko zrzut z Google Maps, jest północ, mało ludzi, ciemno. Ale spokojnie, dacie radę, bo przecież co to za problem trafić do jakiegoś autobusu, zapytać kogoś? Niby prosta sprawa. A jednak…
Wyobraźcie sobie moje zdumienie, gdy po wyjściu ze stacji Savidor odkryłam, że całe otaczające stację centrum jest w… głębokiej przebudowie i na nic moja zapamiętana googlowska mapa! Przystanki poprzestawiane, zero ludzi, nie ma gdzie języka zaciągnąć, autobusów brak. Stanęłam na środku placu i zaczęłam się śmiać. Nie wiem, czy śmiałabym się tak głośno, gdyby nie moja towarzyszka podróży, która czekała na mnie w hostelu w Starej Jaffie…
Po rozładowaniu atmosfery wzięłam się w garść i udałam do pierwszego autobusu migocącego mi na horyzoncie. Gdzieś tam jakiś smukły kształt i błyszczące kropeczki reflektorów. Traf chciał, że był to akurat autobus do Jafy! No, to jesteśmy w domu – pomyślałam.
Jedzie sobie Kasia przez nocny Tel Aviv, cała zadowolona, że nie umarła ze śmiechu na tym placu w przebudowie, że taka dzielna i zaraz będzie w hostelu i zrobi siusiu (bo bardzo mi się zachciało siusiu od tych telawiwskich emocji). No i mniej więcej po 10 minutach zdałam sobie sprawę, że ja nie mam bladego pojęcia gdzie wysiąść, że tablic informacyjnych w autobusie nie było, że przystanki może i opisane, ale po ichnemu, a poza tym ciemno wszędzie, ciężko coś dojrzeć.
No i tutaj miałam pierwszy kontakt z absolutnie fantastyczną i bezinteresowną ludzką uprzejmością. Zapytałam o pomoc młodą dziewczynę. Nie bardzo wiedziała jak pomóc (pamiętajcie, że nasze mapy mają wypisane nazwy alfabetem łacińskim, a spora część mieszkańców Izraela ogarnia tylko po hebrajsku), ale od razu uaktywnił się chłopak siedzący po drugiej stronie autobusu – sam z siebie! Coś tam wyjaśnił, ale doradził, by za tyle i tyle przystanków pogadać z kierowcą. I wysiadł, z uśmiechem od ucha do ucha życząc mi udanego pobytu w Izraelu.
Niezmiennie przejęta przycupnęłam na krzesełku wodząc dalej paluszkiem po mapie (w zasadzie chyba tylko żeby zająć czymś oczy i mózg), gdy nagle z naprzeciwka usłyszałam słowa skierowane w moją stronę. Kolejna osoba sama z siebie chciała mi pomóc. Pan po angielsku nie mówił, ale to go nie zniechęciło i na migi dogadaliśmy się. Wstał, poszedł do kierowcy, zagadał, dowiedział się i powrócił do mnie pokazując na palcach ilość przystanków, które dzieliły mnie od celu.

Powiem Wam jedno. Wieża Babel, wieżą Babel, ale uprzejmość i dobra wola to język uniwersalny!
Do celu dotarłam niedługo później. Pęcherz wytrzymał.

Piniążki i ceny
W Izraelu obowiązującą walutą jest szekel izraelski – 1,00 zł = 1,01 szekli (w przybliżeniu) – stan na kwiecień 2018.
Polecieć można w te i z powrotem za kilkaset złotych, wyspać się w hostelu za grosze, ale codziennie żywić się w restauracji (nawet bez miliona gwiazdek Michelin) to już ekstrawagancja w sam raz dla arabskiego szejka. Raz byłam na szaszłyku zapitym piwem, w miłej knajpie w Jafie – zapłaciłam około 60 szekli. Tam to norma. I według tamtejszych standardów wcale nie zapłaciłam dużo!

Przykłady cen:
Znaczek do Europy – 7 szekli.
Bilet autobusowy z Tel Avivu do Jerozolimy – 16,80 szekli.
Chleb – ok. 10 szekli.
Piwo – 15-35 szekli.
Frytki – ok. 15 szekli.
Pocztówka – 3-5 szekli.

Oczywiście im dalej od turystycznych traktów, tym taniej – ale i tak bez szału.
Szekle najlepiej wymieniać na miejscu (ale pamiętajcie, że musicie mieć dolary. Ze złotówek nie wymienią) lub w Polsce. W Warszawie na placu Grzybowskim jest sensowny kantor z szeklami, gdzie można się też sensownie potargować.
A tanio odżywić się można kupując świeże jedzenie na kolorowych targach – na przykład HaCarmel!

Ha’Carmel / Carmel Market / Shuk Ha’Carmel
Ha’Carmel to targ, jeden z najbardziej popularnych. Miejsce należy zaliczyć do „top 10” do odwiedzenia podczas wakacji w Tel Avivie. Wchodzi się jak do gwarnego ula, pełnego świeżej zieleniny, kolorów, energii, przekrzykiwania, wigoru. Stragany uginają się pod ciężarem i mnogością kolorowych i pachnących przypraw, owoców, warzyw. Sałaty, szczypiorki, granaty, suszone owoce. Tam po raz pierwszy w życiu widziałam rzodkiewkę wielkości mandarynki!
Oprócz tego na Ha’Carmel można zjeść (a nie tylko jedzenie kupić). Pomiędzy straganami mieszczą się przejścia do kameralnych knajpek, gdzie mieszkańcy miasta lubią się spotykać. Nie jest drogo, jest klimat – polecam! Ale bądźcie uważni, bo nie łatwo do knajpek trafić.

Telekomunikacja w Tel Avivie
Telekomunikacja w Tel Avivie momentami leży i kwiczy. Przykład: stojąc o północy na ciemnym placu w samym centrum Tel Avivu i śmiejąc się szaleńczo, wysyłałam smsy do towarzyszki podróży (informując, że chyba będzie zwiedzać sama…). Smsy docierały do niej, ale z kolei jej wiadomości do mnie – już nie. Raz próbowałam zadzwonić – bezskutecznie.

Znaleźć na whatsappie numer izraelski – nie sposób. Ktoś z numeru izraelskiego mógł jednak znaleźć mój polski.
A z Internetem to był raczej stosunek przerywany. Znacznie lepiej było już w Jerozolimie.

Szabat
Idea szabatu budzi moje zaufanie. Nie mówię tu o ortodoksyjnych zwyczajach, ale o samym szacunku ludzi do szabatu – czasu wolnego od pracy, który spędza się z rodziną i przyjaciółmi, na piknikach, w parkach, na plaży. Ludzie są wtedy w widoczny sposób zrelaksowani, uśmiechnięci, zadowoleni. A ja nie mogę doczekać się, aż moi sąsiedzi uszanują chrześcijańską niedzielę i przestaną włączać pralkę lub odkurzać w tym dniu.
Szabat to czas, gdy z turystycznego punktu widzenia lepiej zlec na plaży i nie planować żadnych autobusowo-pociągowych eskapad. Pociągi nie kursują w Izraelu od zachodu słońca w piątek do zachodu słońca w sobotę. Autobusy są ograniczone do niezbędnego minimum. Sklepy żydowskie są pozamykane (otwarte tylko arabskie).
Niesamowita cisza wypełnia wtedy miasto…
Ja jeszcze kojarzę swoją pierwszą szabatową sobotę ze street artem. Otóż właśnie wtedy pozamykane są sklepy i stragany w sercu starej Jafy. I nagle pojawiły się fantastyczne rysunki pokrywające niemal całą przestrzeń wąskich, zazwyczaj targowych uliczek Jafy. Szabat – jedyny moment by to zobaczyć.

Hostel
Szczerze i gorąco polecam Wam nocleg w Old Jaffa Hostel w samym sercu Starej Jafy. Miejsce niezwykle klimatyczne, z przemiłą obsługą oraz dobrymi, lekkimi śniadaniami.
Co ważne: nie zrujnuje to do reszty Waszego portfela.
Co ważniejsze: hostel ma rewelacyjny taras, z którego rozpościera się niesamowity widok na dachy Jafy i panoramę Tel Avivu.
Rada: jeśli dokonacie rezerwacji w Old Jaffa Hostel bezpośrednio (a nie za pomocą booking.com) i później udacie się do hostelu Jerusalem w Jerozolimie (Jaffa Road 44), to macie zniżkę! Tylko trzeba się upomnieć o ten luksus.

Stara Jafa
Dzisiaj jest dzielnicą Tel Avivu. Obydwa miasta połączono w jedno w 1949 roku. Dawniej Jafa funkcjonowała jako odrębne miasto, o którym pierwsze wzmianki pojawiły się już około 1400 lat p.n.e. Jafa wielokrotnie przechodziła z rąk do rąk, będąc ważnym portem na drodze do Jerozolimy. Miejsca warte obejrzenia: kościół Św. Piotra, stary port czy Wieża Zegarowa. Oprócz tego z Jafy rozpościera się ładny widoczek na Tel Aviv i można przejść sobie plażą i bulwarami do współczesnej części Tel Avivu – przyjemny spacer!

Rothschild Boulvard
Jedna z najdroższych, najbardziej turystycznych i głównych ulic Tel Avivu. Zielona, z dwukierunkowymi ulicami oddzielonymi chodnikiem. Tamtędy spacerują całe, liczne rodziny, grupy młodych ludzi, pełno tam elektrycznych rowerów i hulajnog. Rothschild Boulevard to też budki barowe, orzeźwiające koktajle, drinki oraz… zapach zioła.

Neve Tzedek/Newe Cedek
Najstarsza dzielnica Tel Avivu (oficjalnie powstała w 1887 roku) uznawana za pierwszą dzielnicę żydowską na terenie nieistniejącego jeszcze wówczas Tel Avivu.
Dziś Newe Cedek to miejsce pełne odrestaurowanych/dobrze zachowanych willi, tętniących życiem restauracji, licznych sklepów. Stamtąd też najlepiej wychodzą zdjęcia ukazujące Tel Aviv jako miasto kontrastów…

Tel Aviv – miasto kontrastów
Tel Aviv to miasto gdzie nie trudno o fotografię przedstawiającą dwa światy: stary i współczesny. Stara, rozpadająca się willa otoczona szklanymi wieżowcami w samym centrum miasta? Nic prostszego. Ulica pełna szeregowych domów w najstarszej dzielnicy Newe Cedek ze skyscraperem w tle? A proszę bardzo. Główna, jedna z najbardziej reprezentacyjnych ulic Tel Avivu, a na niej rozpadający się dom z okiennicami na jednym haczyku? Też się da.
I cały ten kontrast ma swoją niepodważalną magię.

Sarona
To dawna dzielnica niemieckich kolonistów, dziś fragment Tel Avivu przemieniony w coś na kształt naszego warszawskiego Soho Factory. W dawnych, odrestaurowanych domach mieszą się sklepy, restauracje i kawiarnie. Jest też plac zabaw i kolorowa ciuchcia dla dzieci. Jest zielono, weekendowo. Idealne na szabatową sobotę.

Ale nie zdziwcie się jak zobaczycie liczne patrole policji z dużymi giwerami (jak zresztą w całym Izraelu). To właśnie na targu Sarona miał miejsce krwawy zamach w 2016 roku, w którym zginęły 4 osoby.
Z Sarony również widać kontrasty miejskie. Małe kolonialne domki obrośnięte wysokimi, szklanymi wysokościowcami. Wizualnie – miasto dwóch światów.

Tel Aviv nocą
Tętni życiem. Ludzie spacerują, imprezują, jedzą, piją, tańczą. Śmiech słychać wszędzie. A co chyba najważniejsze: w Izraelu wolno pić alkohol na ulicy! Nocowanie w Old Jaffa Hostelu w samym sercu Starej Jafy, targu staroci i siedliska knajpek, pozwoliło poczuć tego mocnego, telawiwskiego ducha nocy na własnej skórze.
Z perspektywy kilkudniowego mieszkańca serca Jafy: imprezy kończyły się około 4:00 nad ranem. O 6:00-7:00 już słychać było energiczne nawoływania sprzedawców na targu. Wyjątkiem była szabatowa sobota. Ale przecież nie podróżuje się po to, żeby spać!

Taniec na bulwarach Tel Avivu
Spacerując bulwarami, na plaży Gordon, w sobotni dzień trafić można na nietypowe zjawisko. Kilkadziesiąt osób tańczących w kole symultaniczny taniec. Jest to „rikudej am” czyli izraelskie tańce ludowe. Jest to dość młoda tradycja sięgająca lat 20. XX wieku i związana z napływem osadników żydowskich na tereny późniejszego państwa Izrael. Tańce miały i mają charakter integracyjny i dzieci uczą się ich już w szkołach. To wyjaśnia dlaczego tak dużo przypadkowych osób znało kilka różnych choreografii!

Rikudej am z plaży Gordon w Tel Avivie

Koty
Izrael pełen jest kotów. Koty są wszędzie i za nic mają sobie obecność „człowieków”. Co więcej, izraelskie koty nad wyraz często są spasione i z zadbanym futrem. Nie to co nasze bezdomne dachowce.

Elektroniczne akcesoria rozbudzające we mnie ukryte dziecko
Tel Aviv to miasto elektronicznych rowerów i hulajnog! Gdzie się nie obejrzeć mkną te pojazdy, a człowiek przemieszcza się prawie bezwysiłkowo. Szczególnie hulajnogi są moimi faworytami…

Street art
Tel Aviv jest zdecydowanie miastem street artu. Kolor na ścianach, chodnikach, schodach można znaleźć na każdym kroku. Jak już wspominałam, najlepsze prace street artowe w Starej Jafie w tygodniu poukrywane są pod stoiskami targowymi, ale za to w sobotę – rozkwitają! Spacerując po Tel Avivie miejcie oczy szeroko otwarte!

„Wakacje w Izraelu”
Przed wyjazdem do Izraela, zachęcam do dołączenia do grupy na facebooku „Wakacje w Izraelu” , gdzie zaopiekują się Wami najlepsi fachowcy nad fachowcami i udzielą wszystkich niezbędnych informacji i rad co ciekawego zrobić w Izraelu jeszcze można 🙂

I tym sposobem dotarliśmy do końca telawiwskich opowieści. Wsiadamy w autobus na placu przy Savidor-Center i ruszamy do Jerozolimy!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *