Holandia

W amsterdamskich oparach

Czym pachnie Amsterdam? Wszechobecnym ziołem.
Co słychać w Amsterdamie? Śmiech i dźwięk rowerowych kół.
Jak wygląda Amsterdam? Gdyby luz i chill można zobrazować, to wyglądałyby właśnie jak Amsterdam.
Amsterdam. Miasto wszechuprzywilejowanych rowerzystów, wody, lekko zakrzywionych kamienic, nieco gdańskiego klimatu, cycków na wystawach i pubów pełnych ludzi na emeryturze. A i są jeszcze sklepy z ciastkami, w których niby sprzedają normalne ciastka, ale kto tam może być pewien w stu procentach… Mi spokojnie wystarczył spacer amsterdamskimi uliczkami – w ziołowych oparach!

Wycieczka do Amsterdamu była powiązana z moim wyjazdem do Holandii, do małej wioski przy granicy z Belgią – Westdorpe. Wybrałam się w odwiedziny do przyjaciółki. Z Gandawy (Gent) do Amsterdamu są około 3,5 godziny autobusem, postanowiłam więc spełnić jedno ze swoim mini marzeń – odwiedzić Dom Anne Frank. Przy okazji zajrzałam do miasta, które w mojej świadomości funkcjonowało pod kategorią „istnieje, kiedyś się zobaczy”, a po wizycie przeskoczyło do kategorii „ja piórkuje, jak tu pięknie! Chcę wrócić!” (przy czym zaznaczam, że byłam tam w lutym. Co tam musi się dziać, gdy drzewa kwitną, łódki pływają!).

Dom Anne Frank

Kim była Anne – nastolatką, która wraz z rodziną ukrywała się w kamienicy przy kanale w samym sercu Amsterdamu. Ukrywała się przez dwa lata, podczas niemieckiej okupacji. Ukrywała się, dorastała i pisała pamiętnik. Zapiski te przetrwały, choć nie dane to było samej Anne (jej matka, siostra oraz sama Anne zmarły w obozach koncentracyjnych. Siostra Margot i Anne zmarły w Bergen Belsen). Z całej rodziny oraz wszystkich lokatorów ukrywających się w aneksie za szafą przeżył tylko Otto Frank, ojciec Anne. Przeżył i poświęcił resztę życia na rozpowszechnianie słów swojej córki.

Dziś historia Anne Frank jest znana na całym świecie, całe grupy z różnych końców świata pielgrzymują do jej domu. Również w języku Anne Frank pojawia się jako symbol młodej dziewczynki żydowskiego pochodzenia, która pisała dziennik i zginęła w czasie Holokaustu. W Polsce również mamy takie „Anne Frank”, najbardziej znana chyba – Rutka Laskier.

Uwaga! Chcąc odwiedzić Dom Anne Frank upewnijcie się, że w danym dniu są jeszcze bilety (cena: 10 euro dorośli) – schodzą bardzo szybko i prawie nie sposób wykupić bilet z dnia na dzień. Tutaj wymagane jest planowanie.
Co więcej, bilet można kupić tylko on-line i tylko na wybraną godzinę.

Polecam! Mini serial opowiadający historię rodziny Franków i van Pelsów w czasie ukrycia oraz ich dalsze losy po aresztowaniu – „Anne Frank: cała prawda” (2001).

Dla ciekawych świata: więcej informacji i zdjęć znaleźć można na stronie muzeum: www.annefrank.org/en/

Dzielnica Czerwonych Latarni

O tym każdy słyszał. Z tym (i z ziołem) kojarzy się Amsterdam większości nam. Wyobrażamy sobie witryny pełne gołych pań, niebezpieczne typy kręcące się ulicami, szemrane towarzystwo i w ogóle samo zło.
Tymczasem obecna Dzielnica Czerwonych Latarni to jedno z najbardziej…turystycznych miejsc w Amsterdamie! Gołe panie za szybkami owszem są, wdzięczą się, ale uliczkami nie snują się różne typy spod ciemnej gwiazdy, lecz całe rodziny (często włącznie z dziećmi!). Pełno tu knajpek, gdzie przesiadują grupy emerytów-turystów, rodzin z dziećmi i tak dalej.

Uwaga! Nie róbcie zdjęć paniom w witrynach! Mogą Wam za to osobiście zabrać i zniszczyć aparat/telefon. A jak nie one, to wezwana przez nie policja, bo panie te są tam bardziej uprzywilejowane od Was. Opanujcie swoje fotograficzne zapędy podczas wizyty w Dzielnicy!

Ciekawostka: Wiedzieliście, że prostytucja w Holandii to pełnoprawny zawód? Prostytutki mają nawet swój związek zawodowy i płacą podatki.

Plac Dam

Plac Dam to jedno z najbardziej zatłoczonych miejsc w Amsterdamie, które wyrosło z małego skupiska chatek. To tu zbudowano tamę (dam) na rzece Amstel i potem powstał z tego Amsterdam, którego serce dudni dziś właśnie na placu Dam. Każdy turysta, który odwiedza Amsterdam zajdzie tu tak czy siak. Przewinie się, usiądzie, przystanie żeby strzelić fotę. Do tego krzyżujące się ulice, mieszkańcy, samochody, tramwaje. Jednym słowem TŁUM. I nie każdy ma siłę woli by wstać o świcie i zobaczyć plac Dam bez ludzi. Ale od czego macie MNIE!

Przy placu Dam mieszczą się różne ciekawe obiekty. Na przykład Muzeum Figur Woskowych Madame Tussaunds, Pałac Królewski czy Nowy kościół.

Nowy kościół

600 lat i nadal Nowy. Tak nazywa się kościół znajdujący się przy placu Dam. Kościołem jest on tylko z nazwy i historii, bo obecnie nie pełni już funkcji sakralnych, lecz jest salą wystawową.

Z kościoła zrób se dom

W Holandii sprawa kościołów ma się inaczej niż u nas. Kiedy pierwszy raz (2 lata temu) odwiedziłam przyjaciółkę mieszkającą w Holandii, byłam zdumiona widząc w ich lokalnym kościele (z nazwy tylko) grupę starszych osób grających w brydża. Okazało się, że kościół dawno poszedł pod młotek, a teraz spełnia funkcję lokalnego klubu sąsiedzkiego. Oczywiście z zewnątrz wygląda jak kościół, nawet w pobliżu jest cmentarz. Nie przeszkadza to jednak lokalnej społeczności zmienić funkcję budynku, gdy wiernych w parafii ubyło.

W innej wiosce w Holandii – Sas van Gent – znajduje się kościół, który kilka lat temu był na sprzedaż. A żeby było śmieszniej – był tańszy niż niejeden tradycyjny dom…

Pałac Królewski

Zbudowany w XVII wieku, pełnił najpierw rolę ratusza. Na pałac przemienił ratusz dopiero brat Napoleona – Ludwik – na początku XIX wieku. Dziś Pałac jest otwarty dla zwiedzających i, mówiąc szczerze, jest to miła odmiana po zatłoczonym muzeum Anne czy domu Rembrandta. Po Pałacu chodzi niewielu turystów. A warto. Wnętrza robią wrażenie, zwłaszcza główna sala z wielką mapą świata na posadzce. Bilety kosztują 10 euro (9 z legitymacją studencką).

Muzeum/Dom Rembrandta

Znajduje się niedaleko Dzielnicy Czerwonych Latarni, w samym centrum Amsterdamu. Bilety kosztują sporo, 14 euro dla dorosłych. Miejsce warte zobaczenia, jeśli ktoś interesuje się samym Rembrandtem i jego twórczością. Dom wielopoziomowy, choć o wąskich korytarzykach i małych salach – jak to w amsterdamskim budownictwie. Sporo turystów, niestety…

Dla mnie najciekawszą salą był pokój z „kolekcją osobliwości” Rembrandta. Bo Rembrandt lubił kolekcjonować nietypowe przedmioty z całego świata: wypchane skóry zwierząt, zbroje, rzeźby (ciekawe czy je buchnął na legalu), muszle wielkości umywalek, dzidy dzikich plemion, starodruki. Był nawet… koszyczek z pancernika. Brakuje słonia w karafce…

System oprowadzania

Byłam przyjemnie zaskoczona systemem oprowadzania w muzeach w Amsterdamie. We wszystkich, które odwiedziłam w cenie biletu był bardzo poręczny system oprowadzania (w różnych językach, niestety bez polskiego, ale z angielskim), który pozwalał na wysłuchanie historii mijanych sal we własnym tempie. Wystarczyło przyłożyć urządzenie do wyznaczonego punktu w danym pomieszczeniu, by aktywować opowieść. Opowieści te zastępowały długie opisy przy eksponatach, pozwalając wysłuchiwać historii w jakimkolwiek miejscu w sali. Świetne rozwiązanie, zwłaszcza, gdy czas przy gablocie jest ograniczony i gdy tłumy naciskają.

Central Station Hostel

Idealne miejsce dla osób podróżujących z plecakiem i na kilka dni, które miejsce noclegowe traktują jak MIEJSCE NOCLEGOWE, a nie miejsce do spędzania tam czasu. Wygodnie, czysto, miła obsługa, w samym sercu Amsterdamu (5 Steenhouwerssteeg), w otoczeniu knajpek z jedzeniem, piciem. Żabi skok od Placu Dam i Dzielnicy Czerwonych Latarni. Cena przystępna.

Hostel w stylu amsterdamskim, czyli… wysokie schody i wąskie korytarze. Wciągamy brzuch i nie przywozimy ze sobą walizek. No chyba, że komuś brakuje wrażeń.

Łapcie zniżkę na nocleg na booking.com: https://booking.com/s/67_4/kasiaj27

Rowery, rowery wszędzie

Amsterdam nie jest dla kierowców, którzy w swoim codziennym repertuarze mają pełne pasji trąbienie na rowerzystów. Nie wnikam w powody, zaznaczam tylko fakt. Rowerzyści w Amsterdamie to jest wyższa, rowerowa liga. Potrafią takie rzeczy, jakie nie śniły się rowerowym kierowcom w Polsce. Wymijanie na pełnej petardzie, przemykanie korytarzykami między autami tak wąskimi, że każdy inny puknąłby się w czoło. Do tego mają swoje prędkości i są na samym szczycie uprzywilejowania w Holandii. Rowerzysta jest panem dróg i widać to zarówno w ilości i jakości ścieżek rowerowych, jak i w zachowaniu. Na rowerzystę żaden kierowca w Amsterdamie nie zatrąbi, a przechodzień nie pogrozi pięścią. Bo rowerzystom wolno.

Miejsca, w których osobiście (jeszcze!) nie byłam, ale które warto wziąć pod uwagę przy planowaniu zwiedzania miasta:

Rijksmuseum – holenderskie muzeum narodowe
Van Gogh Museum – muzeum Van Gogha
Moco Museum – Muzeum Sztuki Współczesnej

Amsterdam mnie zaskoczył, nie ukrywam. Spodziewałam się miejsca przewidywalnego, oklepanego, znanego z instagramowych profili. Myślałam, że jedynie „odhaczę” miasto na liście miejsc do zobaczenia i tyle. Tymczasem zostałam zauroczona. Poważnie zauroczona. Barwami, śmiechem, harmonią, zakrzywionymi kamienicami, a także pewnym spokojem z jakim poruszają się mieszkańcy. Nie wiem jak jest na dalekich obrzeżach Amsterdamu, ale gdziekolwiek w Holandii byłam (duże miasto, mała wieś) ludzie tam suną ze spokojem.
To na pewno nie koniec opowieści w amsterdamskich oparach.
Prędzej czy później tam wrócę.
Choć raczej prędzej.

EP Journey

 

3 komentarze

  • Burza

    Jak zwykle gładko i z miłą chęcią czytam Twoje wpisy. Zdjęcia oczywiście przepiękne! Namówiłaś mnie. Kiedyś na pewno pojadę do Amsterdamu. ??

  • wanda sikorska

    Jestem zachwycona,młoda – zdolna.a przede wszystkim b.spostrzegawcza,umiejąca wychwycić co ciekawe.
    100 % z Ciebie przewodnik po Europie i świecie. Zamierzam być uczestniczką w grupie prowadzących przez Ciebie po stolicach
    Europy.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *